15 marca 2017

Koniec depresji

Idzie wiosna. Śmiało mogę przyznać, że to moja ulubiona pora roku. Nie tylko dlatego, że obchodzę wtedy urodziny, ale dlatego, że wszystko budzi się do życia. Jest tak zielono, śpiewają ptaki, wreszcie mogę zacząć spędzać czas w ogrodzie i zacząć chodzić na jakieś spacery, wyjścia z przyjaciółmi. Kończy się też okres depresji...






Chyba każdy jak tylko przyjdzie jesień, zwłaszcza, nie ta ,,złota, polska", tylko ta pochmurna. Codziennie plucha, deszcz, szybko się robi ciemno i chyba każdy wpada w okres melancholii. Ja mam wtedy taki zwyczaj, z którego za wszelką cenę próbowałam się wyleczyć, że od razu po przyjściu ze szkoły po prostu kładłam się spać i zasypiała. Wieczorem siedziałam przy kominku, piłam ciepłą czekoladę i oglądałam jakieś seriale na CDA. Tak spędzałam wolne chwile. Ale teraz, kiedy minęła już połowa marca, może warto wreszcie wziąć się do jakiegoś życia i przestać użalać się nad tym, jak marny mamy los...

Miałam postanowienie noworoczne: zacznę biegać. Oczywiście, nie udało się, bo zniechęciły mnie te mrozy, ta ciemność. Może właśnie wiosna jest idealną porą do realizacji jakichś naszych postanowień, zwłaszcza tych sportowych? Niedługo lato. Warto zadbać o swoją sylwetkę. Jestem pewna, że co najmniej połowa dziewcząt już z niepokojem patrzy na wagę, myśląc, jak ona się rozbierze. No, właśnie rozbierze! Koniec z kurtkami, tym okropnym ubieraniem. Wreszcie będziemy mogli wyjść bez niczego, w krótkim rękawku. Koniec psujących się zasuwaków w kurtkach, koniec ciągłego powtarzania: ,,Załóż tą czapkę"!

W zimie nigdy nikomu się nie chce wychodzić. Wcześnie się robi ciemno, o czym wspominałam już kilkakrotnie i po prostu nie wystarcza czasu. A teraz? Można będzie wyjść codziennie do parku z przyjaciółmi, pośmiać się. Czytałam w jakimś artykule, że na wiosnę częściej znajdujemy swoją drugą połówkę. Może jakieś motyle zaczną nam skakać po brzuchu...

Wiosna to naprawdę piękny czas i nie warto zmarnować go, siedząc przed komputerem albo leżąc na łóżku i użalając się nad sobą. Czas wziąć się wreszcie do życia!

15 lutego 2017

9 typów uczniów w pigułce

TYP 1: LEŃ
Zwykły leń. Nic mu się nie chce. Pracę domową odrabia niestarannie albo wcale jej nie robi, bo całe popołudnie śpi jak zabity. Na pierwszych lekcjach też w sumie zasypia, odpowiadając tylko sennie na pytania nauczyciela. Coś tam mu zależy, coś tam nie, zależy od poziomu wyspania. Jego mentorem zamiast belfra jest kołdra i to jej głównie słucha.


TYP 2: WIERCIOSZEK
Ciągle cię wierci, usiedzieć nie może w jednym miejscu. A to do kolegi się odwróci, a to coś tam głośno krzyknie na całą klasę. Marno go uspokajać, uciszać, bo i tak dalej to będzie robił. Czasem postraszenie uwagą pomaga, ale to tylko w wyjątkowo łagodnych przypadkach.  Bardzo współczuję nauczycielom, którzy muszą się z nimi użerać. Jednak ten zawód to wyjątkowo trudna sprawa

TYP 3: OLEWACZ
Olewa wszystko i wszystkich, aby nie powiedzieć brzydziej. W nosie ma te wszystkie pierwiastki, paciorkowce, onomatopeje i inne dziwactwa. Po co mu to? Najczęściej osobnik taki na pytanie odpowiada wzruszeniem ramion albo uśmieszkiem, który bardzo pobudza biedne zszarpane nauczycielskie nerwy. Nie uczy się niczego, ledwo przechodzi do następnej klasy, bo wiadomo, że jakieś te fify i GTA są ważniejsze.


TYP 4: SZARA MYSZKA
Nikomu w drogę nie wchodzi, ale aby podnieść rękę na lekcji to jest już ciężko. Przecież za każde wypowiedziane słowo jest się bitym. Zwykle sprawdziany pisze bardzo dobrze, na pewno niczego nie olewa, ale tak bardzo boi się nauczycieli, że najchętniej to byłaby niewidoczna. Nie zawsze tak samo zachowuje się przy rówieśnikach, ale często też jest bardzo wycofana. Kiedy ktoś ją poprosi do odpowiedzi, cała drży biedna i idzie niczym na ścięcie.


TYP 5: ŚMIAŁEK
Śmiały zawsze, uwielbia komentować poczynania nauczyciela uszczypliwymi uwagami. ,,Śmierdzi pani trochę", ,,Po co komu ta trygonometria!?" - to jego ulubione teksty. Nie straszne mu kary, zawsze siedzi rozwalony na krześle, a huśtanie na nim to ulubiona rozrywka. A jego zachowanie doprowadza do śmiechu dwudziestu gardeł.


TYP 6: KUJONEK
Nauka to jego drugie imię. Ma twardo postawione cele i stara się je zrealizować. Nigdy nie jest niegrzeczny, zawsze kulturalny, lubi być dokładny, a jego prace zawsze są perfekcyjne. Możemy tu wyróżnić dwa podtypy: prawdziwych kujonów, którzy ryją, oraz osoby, które po prostu uczą się, bo chcą. Na ogól lubiany przez nauczycieli, nie zawsze przez klasę, aczkolwiek zależy to głównie od jego osobowości. No bo kto, do diabła, chce słuchać osoby, która jak potłuczona przez całą przerwę powtarza historię powstania miksera kuchennego.

TYP 7: PRZYWÓDCA
Uwielbia rządzić całą klasą, a najlepiej to jakby jeszcze berło i koronę mu dać. Rozkazuje wszystkim, co mają robić, nie liczy się z nikim. Najczęściej ma wierne grono służących, które go nigdy nie odstępuje. Teoretycznie nie powinien być lubiany przez poddanych, jednak wszyscy starają się awansować na jego najbliższych doradców.
   
TYP 8: SŁAWA
 Ach, panie i panowie przedstawiam wam sławę! Najpiękniejsza (czasem najpiękniejszy), płeć przeciwna zawsze za nim lata i stara się zdobyć jego serce. Najczęściej miała już paru wybranków(wybranki) i zmienia ich, co miesiąc. Zawsze najmodniejsze ciuchy i najdroższe gadżety. Chyba każda osoba w szkole o niej słyszała

TYP 9: PRZECIĘTNIAK
 Nie wyróżnia się niczym szczególnym. Normalny, grzeczny, czy niegrzeczny, nie ma różnicy. Większych kłopotów nie sprawia, uczy się normalnie, nie jest rozpamiętywany przez długie lata.
Ot, przeciętny.

A wy którym typem jesteście?😛

29 stycznia 2017

Być czy nie być - oto jest pytanie. Tylko tak na serio.

Młodość to podobno czas szaleństwa, głupot. Wybuchamy śmiechem z byle jakiego powodu, uwielbiamy robić żarty kolegom i koleżankom. Wiadomość o dyskotece kończy się okrzykiem radości. Czemu tylko teraz coraz częściej jest inaczej? Czemu mnóstwo nastolatków ma depresję, nie chce im się żyć, a nawet popełniają samobójstwa.

Dzieci teoretycznie się nie zmieniły. Są takie jak dziesięć lat temu, sto, czy tysiąc. Już szybciej możemy powiedzieć, że zmieniło się wychowanie. Kiedyś za zrobienie kawału nauczycielowi dostawało się mocno po łapach w szkole, a potem ojciec poprawiał w domu. Dziś oburzony rodzic idzie do szkoły z pretensjami, że to na pewno nie zaczął jego synek, tylko pedagog go sprowokował. Czujemy się może przez to trochę mniej bezkarni, wydaje nam się, że skoro raz się upiekło, to i drugi raz się upiecze. Zdobywamy pewność siebie. Mamy wrażenie, że nic się nie stanie jak podokuczamy głupiej koleżance, która i tak się nie odezwie, bo przecież jesteśmy panami świata. Nie jest tak w każdym przypadku, bo w wielu domach jest ta nie przesadna, lecz rozsądna dyscyplina.

Jest jeszcze internet. I to chyba jest główny powód tego wszystkiego. Młodym ludziom wydaje się, że to takie miejsce, gdzie mogą robić co chcą. Piszą takie rzeczy, które za żadne skarby nie powiedzieliby drugiej osobie w twarz. Wyśmiewanie i obelgi są częstym zjawiskiem. Większość kłótni nawet tu się odbywa. Bo na żywo to co innego. I na żywo nie potrafią być już tacy pewni siebie. Uwielbiamy hejtować ludzi dla ,,beki". Hahaha, czy to takie zabawne, gdybyśmy byli po drugiej stronie?

Jest jeszcze trzecie wytłumaczenie dzisiejszych sytuacji. Nieostrożność. Dodajemy do sieci różne rzeczy, których potem żałujemy. A co raz znalazło się w sieci, tak prosto z niej nie wyjdzie. Potem, zrozpaczeni, wyśmiani przez naszą grupę społeczną, szukamy pomocy w lekach, czy nożu. Nie tędy droga chyba. Dlatego warto zastanowić się nad tym, co się wrzuca do internetu. Trzeba się zastanowić, czy ktoś kiedyś nie będzie chciał wykorzystać to przeciwko nam.

No i wygląd. Dotyczy to głównie dziewcząt, ale ten problem dotyka też chłopców. Mam garbaty nos, krzywe nogi, jestem niska, gruba. Zawsze znajdziemy coś, aby się zdołować. Nikt mnie nigdy nie pokocha, kto będzie chciał takiego brzydala? A może powinniśmy patrzeć w drugą stronę? Mam piękne oczy i długie rzęsy. Cudownie śpiewam i tańczę. To są nasze wartości. Prawdziwi przyjaciele nie rozmawiają z nami, ponieważ mamy drogie i firmowe ubrania oraz dużo lików na facebooku. Dla nich liczy się nasz charakter, nasza osobowość.


Gnębienie kogoś wcale nie jest pokazaniem siły, a raczej słabości. Zdobywamy awans społeczny kosztem innej osoby. Czy to na pewno jest takie fair? A jakbyśmy się czuli, gdyby nam ktoś tak dokuczał? Byłoby tak samo miło?

A jak jest u was? Co o tym sądzicie?

12 stycznia 2017

Kujon czy zdolniacha?

Nie mogę sama w to uwierzyć, ale chyba wracam. Zobaczymy na jak długo. Potrzebowałam chyba chwili przerwy( ba, chwili, pół roku), ale znowu mnie to pociąga. Mam dużo pomysłów i w sumie długo zastanawiałam się jaki temat dziś wybiorę. Abym napisała wielkimi literami WRACAM potrzebuję paru postów. Wtedy napiszę to w jakimś podręczniku, najlepiej od biologii,  potem ozdobię go, narysuję motylki wokół i w ogóle. Gorzej jak zobaczy to nauczycielka, ale dobra, dla bloga wszystko.
Właśnie. Jakoś tak nasunął się temat szkoły i chyba zmieniam temat tego posta. Miał być o całkowicie czymś innym, ale przyszła nowa wena i niestety change. Przed oczy nasunął mi się obraz naszego jakby klasowego kujona, który jak zawsze wysoko trzyma rękę w górze i wręcz krzyczy, aby nauczycielka wzięła go do tej odpowiedzi. Za to reszta ze zdenerwowaniem powtarza, ukrywając zeszyt przed belferką. ,,Byle nie zapytała, byle nie zapytała" - chyba każdy tak się modli. Nie wolno podnieść wzroku. Jak go tylko podniesiesz, modlitwy przeniesiesz przed tablicę. Tam się gorzej odmawia te błagania, czując krwiożercy wzrok. Albo, jeszcze zajęty rozmową z kolegą z ławki, usłyszysz lodowate hasło:,,Wyciągnijcie karteczki". Prostujesz się wtedy i szybko przeglądasz notatki. Protesty nic nie dają. Jeszcze bardziej pobudzają potwora. Tylko jedna osoba nadal się szczerzy. Ba, ona przygotowała już kartkę na przerwie. I to ona przypomniała nauczycielowi, że w sumie to temat był tak głupi i trudny, że kartkówka to idealne rozwiązanie, aby sprawdzić wiedzę całej bandy półgłówków. Kujon. Boję się powiedzieć to słowo...
Hahah, chyba trochę przesadziłam i podkoloryzowałam ten wstęp, ale po części tak jest. Prawie każdy obawia się przed niektórymi lekcjami, martwimy się. Tylko jedna osoba nigdy nie odczuwa tego strachu. Jest to kujon. Tylko jak odróżnić kujona od osoby, która jest zdolna i po prostu chce coś osiągnąć  w życiu. Wiadomo, zależy jej na stopniach, ale nie dostaje ataku padaczki, kiedy dostanie czwórkę zamiast piątki. Jest aktywna na lekcjach, ale no bez przesady, nie prosi nauczyciela o kartkówkę, czy nie wspomina o sprawdzianie. Jest normalna, ma normalne zainteresowania dla osób w jej wieku. Tylko bardzo często jest mylona z kujonem, a to zupełnie coś innego.
Według Wikipedii, tego najbardziej wiarygodnego źródła informacji, kujon to















Czyli to osoba, która po prostu ryje, ryje i ryje. Potem pisze kartkówkę, czy jakąś pracę klasową na piątkę, czy szóstkę, ale już dzień po niej nic nie pamięta. Uczy się wszystkiego na pamięć i tak de facto to własnymi słowami nie jest w stanie nic wytłumaczyć. Nie rozumie tak naprawdę, czym się różni mitochondrium od cytoplazmy, ale jest w stanie wymienić definicję każdego z nich. Do tego napisałabym jeszcze, że to osoba, która uwielbia podlizywać się nauczycielom. Zwykle nie potrzebuje przyjaciół, jest introwertykiem.
Mylne jest więc mylenie zdolniachy z kujonem, chociaż przyjęło się to i po prostu jak ktoś się dobrze uczy jest kujonem. Niby to nic wielkiego, bo nie jest to obraźliwe, ale sprawia to, że jest się często narażonym na żarty ze strony rówieśników. Osoba, która się dobrze uczy, często jest też uważana za mało atrakcyjną i po prostu nudną. Ale to nieprawda. Może ktoś uczy się dla siebie, nie dla stopni. Nie jest tak w każdej szkole, bo często bycie lepszym od innych sprawie, że wzrasta nawet nasza popularność. Odtrącając kogoś od jakieś grupy, bo się po prostu dobrze uczy, sprawiamy, że traci wiarę w siebie, a nawet czasem postanawia więc pogorszyć swoje stopnie, aby być docenianym. To straszne, ale tak jest. Marnują swoją przyszłość przez parę osób, z którymi pewnie i tak nie będą mieli nawet kontaktu za parę lat. To nie na tym ma polegać. Tylko nie można też piętnować kujonów, nawet jeśli nimi naprawdę są. Ich sprawa, co robią. Jeżeli chcą tacy być, niech każdy potrafi to uszanować






A jak jest u was w klasie, w szkole? Macie kujonów, czy zdolniachy?
ps. Znacie kogoś, kto mógłby zrobić mi ładny design?

6 stycznia 2017

Początek i koniec

Nie potrafię  zaczynać niczego, a co dopiero kończyć. Zwykle jest to tak denne i głupie, że zniechęcam się po chwili, chociaż środek jest całkiem niezły. Tak samo jest teraz. Jak powinnam się przedstawić? Znowu zrobię z siebie wariata(aby nie powiedzieć brzydziej) i po przeczytaniu tego, co właśnie piszę, a nawet jeśli dodam to na bloga, to zaraz to skasuję. Stwierdzę, że się nie nadaje i wyrzucę. Mam tak ze wszystkim.
Kiedy książka zaczyna się nudno, od razu rzucam ją w kąt, chociaż wszystkie recenzje są tak świetne, a akcja ma być tak szybka, że trudno będzie się połapać, czy John jest szpiegiem czy może przyjacielem, a Lisa kocha Finna, ale jednak okazuje się, że jej serce należy do jego najlepszego przyjaciela, Garry'ego. Kiedy piszę wypracowanie do szkoły albo referat, zawsze schodzi mi godzinę nad wymyśleniem jakiegoś mądrego początku. Gwałcę po prostu przycisk backspace. Kiedy zaczynam jakąś znajomość, liczy się dla mnie pierwsze wrażenie. No, wiem nie powinnam tak. Ale nie potrafię poznać osoby, z którą nie potrafię nawiązać kontaktu za pierwszym razem.
Jest tylko jedna rzecz, którą zaczynam i kończę. Są to wiersze. Uwielbiam je pisać i zawsze je kończę i zaczynam. Początek zwykle przychodzi najłatwiej. Wszystko jakoś się rymuje i jest takie ładne i przejrzyste.
A i jeszcze jedna rzecz, której nie mam, a którą bardzo chcę mieć. Nie mam tej systematyczności. Powiedzcie mi, ile razy zaczynałam znowu przygodę z blogiem i ile razy kasowałam post, aby znowu powiedzieć mój ulubiony tekst ,,New start". New start, new start, a taki to jest start, że piszę jeden post, potem nawet śledzę te głupie komentarze, wyświetlenia. Kiedy ktoś powie coś miłego, serce wyskakuje mi z piersi i mam zamiar krzyczeć. Cieszę się, że to co robię jest czymś, co lubicie czytać, wracacie. Ale ja nie wracam. Nie mam weny i pomysłu, zaniedbuję to.
Przepraszam
Ach, znowu chcę obiecać, że będzie systematycznie! Będzie super, znowu wrócę do dobrej passy sprzed roku, kiedy nie wyobrażałam sobie życia bez tego bloga. Dobra, mogę tak powiedzieć. Ale nie obiecam tego. Chcę to tylko powiedzieć, bo jak przyrzeknę zapeszę, a co najważniejsze istnieje szansa, że nie dotrzymam tego.
Dla tych, którzy są pierwszy raz tutaj, aby się czegoś o mnie dowiedzieć, przesuńcie w dół. Tam jest ten post ,,New Start", bo nie miałam serca znów go kasować. Tam bardziej siebie opisałam.

Możecie mi teraz tylko życzyć powodzenia, abym  wreszcie kontynuowała to


26 marca 2016

New Start

Nie wiem, ile razy zastanawiałam się, jak wrócić do blogowania. Długo mnie tu nie było, jakoś odwykłam od tego. Dopiero za namową przyjaciół postanowił powrócić do dawnego hobby. Zmieniłam się oczywiście. Przez pół roku człowiek zmienia się, ba, nawet może stać się kimś zupełnie innym. Tak samo było i ze mną. Odrzuciłam stare zainteresowania, odkryłam nowe pasje, poznałam nowych ludzi, przyjaciół. Przeżyłam mnóstwo cudownych chwil, a także mnóstwo tych gorszych.
Zaczynam od początku. Jestem Julka. Teoretycznie blogowaniem zajmuję się od czterech lat, ale z przerwami. Moje pierwsze posty były tak głupie, że dziwię, że ktokolwiek je czytał. Uwielbiam pisać. Wszystko. Opowiadania, powieści, wiersze, streszczenia, recenzje, listy. Uprawiam sport. Pływam, jeżdżę konno, staram się też ćwiczyć. Lubię czasem gotować, zwłaszcza słodycze, które ubóstwiam.
Tak potrafię się określić w kilku słowach. Nic specjalnego, ale to ja i to mi wystarczy.




 


.

zBLOGowani.pl